Topowa łaźnia dla swingersów
 
Penis młodego chłopaka z Turcji sterczy niczym różdżka poszukiwacza wody. Jego koledzy chwalą erekcję, jakby zasługiwała na specjalne wyróżnienie. Jest 1 w nocy, w głównym jacuzzi Rio's Relaxation Spa w londyńskim Kentish Town. Wieczór dla par trwa od 19 do północy, lecz wygląda na to, że swingersi nie zamierzają kończyć. Obok mnie w wodzie seks uprawiają trzy pary, a ośmiu, może dziewięciu kolesi, siedząc pośród bąbelków udaje, że nie patrzy.
 
Znajdujące się 10 minut piechotą od stacji Camden High Street Rio's jest obiektem wielu żartów na temat pijackich przygód („Jak było, pewnie skończyłeś w Rio's?"), lecz tak naprawdę o miejscu tym więcej się mówi, niż je odwiedza. Położone w ponurej okolicy, z którą kontrastuje zapraszające od zewnątrz kultowe, lekko tandetne zdjęcie palmy na tle skrzącego się morza, Rio's jest obiektem powszechnej wiary, że relaks nie kończy się tam wyłącznie na saunie, łaźni parowej i basenie, zaś każdy masaż prowadzi do szczęśliwego finału.
 
W rzeczywistości wygląda to tak: podchodzisz do niewielkiego okienka, w którym uiszczasz opłatę wejściową (w zależności od pory: 21 funtów dla samotnych mężczyzn, 8-10 funtów dla samotnych kobiet i 21-27 funtów dla par), po czym dostajesz ręcznik i kluczyk do szafki. Następnie, po krótkim obszukaniu przez ochroniarza, wchodzisz przez ciężkie drzwi do zupełnie standardowej przebieralni. Rozebrawszy się, trafiasz do pokoju telewizyjnego, w którym estetyka wyczuwalna już przed wejściem do lokalu posunięta jest jeszcze dalej – mahoniowa boazeria, zakurzone rośliny w doniczkach i okropne erotyczne grafiki rodem z lat 60. zawieszone na magnoliowych ścianach.
 
Tu właśnie pierwszy raz zaznajesz nagości. Pozbawieni ubrań ludzie wylegują się na plastikowych leżakach, oglądając mecze lub filmy takie jak Alicja w Krainie Czarów z Anne Hathaway w roli białej królowej czy Król Artur z Rayem Winstone'em. Z początku powoduje to uczucie dziwnego dysonansu między hitami dla dzieciaków wyświetlanymi w HD a plątaniną włosów łonowych i genitaliów swobodnie wystawionych na widok. Jednak gdy wejdziesz już w długi korytarz z dwoma jacuzzi oraz saunami i łaźniami oświetlonymi przytłumionym niebieskim światłem, zrozumiesz, że to napięcie między swojską, przyjacielską atmosferą a obietnicą seksu jest dokładnie tym, co czyni Rio's wyjątkowym miejscem.
 
Tłum wieczornych gości jest zróżnicowany. Są Turcy, Grecy, Rosjanie, Japończycy, osoby pochodzenia karaibskiego i imprezowicze z Indii. Wszyscy owinięci białymi ręcznikami lub – co zdarza się częściej – zupełnie nadzy. Rio's jest miejscem głównie dla hetero, choć można tu również spotkać sporo gejów.
 
Pomówmy więcej o nagości. Klub zazwyczaj prowadzi w pełni naturystyczną politykę. Wchodząc tam, będziesz musiał zmierzyć się z mnogością miękkich i twardych penisów, wagin i tyłków – jednych bardziej, innych mniej atrakcyjnych. Z początku może być to z lekka zaburzające, jak gdybyś nagle wylądował w świecie rodem z Alicji po drugiej stronie lustra, gdzie z jakiegoś powodu wszyscy chodzą bez majtek i udają, że nic się nie dzieje. Po chwili jednak w sposób podobny do tego, w jaki oswajasz się ze słabszym oświetleniem, zaczynasz się przyzwyczajać. Mimo to owłosione jaja masywnego faceta, który właśnie wyłonił się z basenu, w zupełności wystarczą, by zniszczyć wszelkie fantazje, które mogłeś mieć przed wizytą tu.
 
W głównej sali znajduje się basen oraz duże jacuzzi mogące pomieścić ponad 20 osób. Drewniany bielony sufit nadaje klubowi sąsiedzki klimat. Odetchnięcie, cieszenie się bąbelkami i obserwacją ludzi ma w sobie coś osobliwie relaksującego. Panuje tu milczące porozumienie i większość wie, że nie można przeginać. Mimo to pewien wielki facet o pomarszczonym wystającym brzuchu i dyndających piersiach usiadł tuż obok słodkiej greckiej pary, która dopiero co przyszła, i zaczął ukradkiem spoglądać na dziewczynę. Musiała to dostrzec, bo wyglądała na zirytowaną. Ciągły ruch ramienia wskazywał, że gość dyskretnie masturbuje się pod wodą. Oczy bolą tu nie tylko od chloru.
 
Swinging zadomowił się w Anglii w latach 70. Biorąc pod uwagę poziom wolnej miłości panujący w Rio's, zaskoczyło mnie, że lokal został otwarty dopiero w 1989 roku. Trevor, właściciel, widząc popularność spa w Europie, postanowił otworzyć własne w zapuszczonym Kentish Town, które w tamtym okresie było najlepiej znane z tego, że jest dobrym miejscem, jeżeli chcesz kupić broń w pubie.
 
– W starych czasach klub miał się lepiej – twierdzi Jim z Newcastle, z którym wdałem się w rozmowę w basenie. – Powinieneś być tu 20 lat temu, dużo więcej się działo – zapewnia. – Oczywiście nadal możesz się natknąć na fajne widoki. Pewien Rosjanin wpadał tu regularnie ze swoją dziewczyną. Miał 70 lat i dużo pieniędzy, a ona 25 i była seksowna jak diabli. Schodził na dół na 90-minutowy masaż, a ona miała czas, by się zabawić. Nie wiem, ilu kolesi zaliczyło ją w łaźni. Nie była głupia, wszystko rozgrywała tak, by jej facet nigdy się nie zorientował.
 
Jest tu naprawdę wiele do roboty, jeżeli przybędziesz w odpowiednim czasie i wiesz, gdzie się udać. Z tyłu basenu znajduje się ciemny korytarz ze słabym czerwonym światłem, przez który wychodzi się do ogrodu. Po drodze mijasz trzy prywatne pokoje – każdy wyposażony w łóżko i papierowy ręcznik zawieszony na ścianie. Wchodzenie do zamkniętych pokojów bez zaproszenia jest surowo zabronione, lecz czasem nie musisz nikogo nakłaniać. Wieczorami samotne kobiety i mężczyźni siedzą w nich przy otwartych drzwiach, zachęcająco wpatrując się w przechodzące osoby.
 
Gość w kąpielówkach wyglądający jak sobowtór Władimira Putina mówi mi, że chcąc zmaksymalizować swoje szanse, należy przyjść w mieszanej parze.
 
– Ważne, byś był wcześnie. Z dziewczyną. Nieistotne, czy jest brzydka, czy ładna. Ważne, byś ją przyprowadził, wtedy będziesz mógł pieprzyć inne laski – romantycznie podpowiada mi Władimir.
 
Przychodzi tu każdego tygodnia. Zazwyczaj udaje mu się dopiąć swego, lecz jest to głównie kwestią przypadku.
 
– Czasem jest seks, czasem nie ma. To zależy od ciebie. Lepiej przyjść z ładną dziewczyną.
 
Wszystko to brzmi dość brutalnie, lecz nie zawsze tak jest. Miałem okazję usłyszeć parę rozmawiającą o zaproszeniu na kolację, które dostali. Ktoś inny suszył włosy swojej dziewczyny przed lustrem na zewnątrz przebieralni. Rio's ma również bardziej delikatną twarz.
 
– To tutaj 20 lat temu spotkałem swoją żonę – mówi mi podstarzały Jim. – Ma jeden z najlepszych talentów, jakie może mieć kobieta.
 
– Jaki?
 
– Nie dławi się podczas obciągania.
 
– To rzeczywiście wielka zaleta.
 
– Jasne, że tak. Dobrze nam razem. Rozumiemy się nawzajem. Uwielbiam patrzeć, jak robi laskę innym facetom. Kiedyś co tydzień wpadał tu jeden Marokańczyk. Brzydki jak noc, ale miał ogromnego kutasa. To było super oglądać, jak sprawiała, że znikał.
 
Takiej szczerości nie spotkałbym nigdzie indziej. Ale jestem zadowolony, że Jim czuł się na tyle komfortowo, by się tym ze mną podzielić.
 
– Gdzie jest teraz? – pytam.
 
– Poszła do domu – odpowiada mój rozmówca.
 
Można pomyśleć, że dla takiego weterana swingowania Rio's musi być rajem. Wspaniałą oazą pośród szarych ulic północnego Londynu z atmosferą niegrzecznej imprezy oraz uśmiechającymi się, paradującymi topless brazylijskimi i polskimi barmankami. Jednak do 3 w nocy wybór robi się niewielki – wyłącznie kilka par, które średnio chcą się dzielić, oraz banda podnieconych facetów, wśród których jest również uroczy onanista (wspomniałem o nim już wcześniej). Wygląda na to, że nawet Władimir się zmył. Gdy widzę mojego nowego kumpla z Newcastle smutno wpatrującego się w podłogę z brodą opartą o dłonie, przychodzi mi na myśl, że właśnie tyle szczęścia dało mu swingowanie. Zastanawiam się też, czy jego żona spędza ten wieczór sama, czy z kimś innym.
 
Gdy o 4 nad ranem stoję w przebieralni gotów do wyjścia, pojawia się grupa pięciu młodych podekscytowanych chłopaków. Napalonych i widocznie wracających z imprezy w klubie.
 
– Ile jest w środku ptaszków, kolego? – pyta mnie jeden.
 
Nie mam serca powiedzieć im, że przybyli zdecydowanie za późno.
 
– Mnóstwo, bawcie się dobrze.
 
Wspólny seks w pachnących chlorem łaźniach publicznych nie musi być w guście każdego. Jednak w czasach pełzającej gentryfikacji i pruderii, która nawet Borisa Johnsona, burmistrza naszej niegdyś wspaniałej stolicy, zmusza do śpiewania protest songów przeciw wielkiemu biznesowi, który niegdysiejszy moralny brud Soho zamienia na bary z mrożonym jogurtem, osobliwy czar Rio's jest czymś, co powinniśmy sławić.
 
vice.com
 

Dodaj komentarz


Szukaj

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates