Niedawno sieć Cocomo była obecna w 23 polskich miastach, gdzie mieściły się specyficzne lokale z go-go. O Cocomo zrobiło się głośno po tym jak biznesmeni, którzy przyszli zobaczyć striptiz w poznańskim lokalu, wyszli z niego z rachunkiem na blisko milion złotych. Tego było już za dużo - do klubu ze striptizem Cocomo wkroczyła policja. Powód? Podejrzenia o handel narkotykami i dosypywanie ich klientom.
 
Biznesem zarządzał Jan Szybawski, tajemniczy trzydziestolatek z Krakowa, który z zarzutów klientów, którzy mieli być oszukani w jego knajpach nic sobie nie robił. Chadzał też do kościoła, gdzie spotkali go Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak, reporterzy Superwizjera TVN. Ich materiał "Tajemnice króla striptizu" nadała telewizja TVN. Ja natomiast publikuję wywiad, który ukazał się na stronie newsweek.pl.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Mówią o panu - gangster.
 
Jan Szybawski: E, nie, co ja mam z gangstera? Chyba sami panowie widzą?
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Jest pan bardzo tajemniczą osobą. Może nam pan polecić kogoś, kto o panu opowie? Kogoś bliskiego, przyjaciela?
 
Jan Szybawski: Ja nie mam przyjaciół. I nie chcę mieć przyjaciół. Wie pan, jak to jest z przyjaciółmi - jak na zabawie weselnej; muzyka gra i wszyscy tańczą, jest fajnie. Muzyka przestaje grać i zostaje jedno miejsce mniej niż jest ludzi na parkiecie. Wszyscy przyjaciele siadają a jeden zostaje na środku. I tym jednym byłbym ja (śmiech). Przyjaciół nie potrzebuję. Jak ktoś pracuje po 16, 18 godzin na dobę, tak jak ja, po prostu nie ma czasu na życie prywatne.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Znaleźliśmy pana w kościele. Jak pan godzi chodzenie na mszę z prowadzeniem klubów gogo?
 
Jan Szybawski: Ja jestem bardzo mocno wierzącym człowiekiem. Ja się tego absolutnie nie wstydzę, ani się z tym nie afiszuję. Jestem od czterech lat na tej samej mszy w tym samym kościele. Wzięło się to stąd, że jak siedziałem w więzieniu, oglądałem mszę w telewizji. I postanowiłem sobie, że jak wyjdę z więzienia, to nie opuszczę żadnej mszy. Stąd zawsze jestem w Łagiewnikach na siódmą.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Wspiera pan w jakiś sposób kościół? Udziela się charytatywnie?
 
Jan Szybawski: Jeszcze nie, jeszcze za bardzo się rozwijamy. Ale kiedyś na pewno. Takie jest prawo rynku. Rynek daje człowiekowi zarobić, ale kiedyś trzeba te pieniądze zwrócić. Przyjdzie na to czas, ja nie mam węża w kieszeni. Pieniądze nie są najważniejsze.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: A ile pan zarabia?
 
Jan Szybawski: Nie chcę o tym mówić.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: A ile zarabia tancerka w klubie?
 
Jan Szybawski: Dziewczyny zarabiają bardzo dobrze.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: 20 tysięcy?
 
Jan Szybawski: Jest to realna kwota.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Skąd się wziął Jan Szybawski?
 
Jan Szybawski: Pochodzę z dość biednej krakowskiej rodziny. Jak ćwiczyłem judo w młodości, to koledzy jeździli na treningi tramwajem, a ja mówiłem, że się przejdę dla zdrowia, bo nie było mnie stać na bilet. Studiowałem przez rok towaroznawstwo na Politechnice Krakowskiej, ale zrezygnowałem ze studiów. Nie byłem w stanie pogodzić ich z pracą.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Zaczynał pan jako ochroniarz w klubie go-go. To tam powstał pomysł na Cocomo?
 
Jan Szybawski: W klubie go-go pracowałem jak miałem 17-18 lat. To był epizod w moim życiu. Bez związku z Cocomo. Pomysł wziął się stąd, że prowadziłem dyskotekę w Nowym Sączu i otworzyliśmy przy okazji mały klub go-go w tej dyskotece. Okazało się, że obroty w klubie są większe niż w dyskotece. Zdecydowałem się zmienić branżę.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: A wcześniej czym pan się zajmował?
 
Jan Szybawski: Pomagałem mamie prowadzić biuro tłumaczeń. I jak zająłem się tym biurem, to po kilku latach mieliśmy 40 oddziałów w całej Polsce. "Symultanka" była w Europie trzecią firmą w tej branży. Wtedy mnie zamknęła policja, jak pewnie panowie wiecie. Ale ta sprawa to bzdura.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Proces biura tłumaczeń "Symultanka" nie może się rozpocząć z powodu nieobecności oskarżonych. Pan będzie chodził na rozprawy?
 
Jan Szybawski: Może bym i chodził. Ale złożyłem pismo, że proces może się toczyć bez mojego udziału. Chodziłbym, gdybym widział sens walki. Ale jak ja patrzę na ludzi, którzy wygrali tę walkę, jak pan Kluska, czy panowie Jeziorny i Rey ze sprawy krakowskiego Polmozbytu, oni walcząc przez lata, stracili majątek życia, dostali od państwa po 30-40 tys. złotych odszkodowania, to niech mi pan powie, jaki to ma sens? Wolę w tym czasie rozwijać spółkę i dawać pracę ludziom.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: W akcie oskarżenia jest też mowa o niezapłaceniu kilku milionów podatków. Oskarżeniem jest objętych 50 osób. To też są bzdury?
 
Jan Szybawski: Bzdury. Wynikają z braku znajomości przepisów przez prokuraturę. Może to kiedyś wyjdzie w sądzie…
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Miał pan nie zapłacić kilku milionów podatków.
 
Jan Szybawski: Jeśli chodzi o "Symultankę" to była firma mojej mamy. Ja mamie pomagałem firmę rozwijać, ja się sprawami podatkowymi nie zajmowałem.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Dobiera pan fakty, które są dla pana wygodne.
 
Jan Szybawski: Nie przygotował się pan. To moja mama zajmowała się kwestiami podatkowymi.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Czyli to wina pana mamy?
 
Jan Szybawski: Ciężko mi się wypowiadać na ten temat.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Prokuratura wyliczyła, że pana poprzednia firma, "Symultanka", zarabiała nawet 350 tys. złotych tygodniowo. Gdzie są te pieniądze?
 
Jan Szybawski: (śmiech) Sam bym chciał wiedzieć. Jak wyszedłem z więzienia to byłem bez grosza.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Jeździł pan wtedy mercedesem kabrioletem.
 
Jan Szybawski: Ale to był samochód mojej mamy.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: To na paliwo pan musiał chociaż mieć.
 
Jan Szybawski: Nie miałem.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Przy okazji sprawy "Symultanki" jedenaście miesięcy spędził pan w areszcie. Poznał pan tam ludzi, którzy potem panu pomogli? Słyszeliśmy, że po wyjściu wysyłał pan paczki tym, którzy zostali za kratami.
 
Jan Szybawski: To jest normalne. Wie pan, mówi się, że w więzieniach siedzą sami niewinni. Tak naprawdę 90 proc. to są winni. Ale to też są ludzie, nawet jak coś głupiego zrobili w życiu, siedzi się z nimi. Ktoś komuś pomoże, z kimś się zżyje. Dlaczego mam nie pomóc po wyjściu na wolność? Ja mam taką naturę, że pomagam ludziom.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Ma pan 30 lat. Jeździ ferrari. Jakie jest źródło pana majątku?
 
Jan Szybawski: Ja tak naprawdę nie mam żadnego majątku. Wychodząc z więzienia byłem bez grosza. Otworzyliśmy z bratem pierwszy klub Cocomo za jakieś śmieszne pieniądze, własnymi siłami, za kilkanaście tysięcy złotych. Jeżeli chodzi o samochód - jest firmowy. Normalna rzecz.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Docierały do pana sygnały, że w klubach dzieją się rzeczy niepokojące?
 
Jan Szybawski: Trzeba popatrzeć na skalę. Ten szum medialny, który się pojawił, wynika z niewiedzy dziennikarzy. To jest branża, której ludzie jeszcze nie znają w Polsce. Unikaliśmy kontaktu z mediami, bo nie chcieliśmy przedstawiać w mediach informacji niejawnych firmy. Przedstawialiśmy te informacje prokuraturom, one umarzały sprawy, a dziennikarze dalej o nas źle pisali. Doszliśmy do wniosku, że jednak będziemy z państwem rozmawiać.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: W co najmniej jednym przypadku klient, który od was wyszedł, zrobił sobie badanie i stwierdzono u niego GHB, czyli tzw. pigułkę gwałtu.
 
Jan Szybawski: Nie wiem, skąd się wzięło to u tego pana we krwi. Może wyszedł i prawnik mu doradził: "weź sobie pigułę, a dostaniesz pieniądze z powrotem?".
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Część pracowników twierdziła, że podczas szkoleń byli namawiani do oszukiwania klientów - wykorzystywania ich, upojenia alkoholem, podglądania numerów PIN. Czy pan kiedykolwiek namawiał do takich praktyk?
 
Jan Szybawski: Pan chyba żartuje.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: A ilu pracowników na przestrzeni ostatnich lat wyrzucono, po tym jak zostali przyłapani na oszukiwaniu klientów?
 
Jan Szybawski: Nikt nie został przyłapany na oszukiwaniu klientów.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Zdaje pan sobie sprawę, że to jest nieprawdopodobne.
 
Jan Szybawski: Może nieprawdopodobne, ale prawdziwe. Jeśli ma pan jakąś konkretną sytuację - proszę o szczegóły.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Najsłynniejsza sprawa w związku z klubami Cocomo to klienci, którzy zostawili niemal milion w Poznaniu.
 
Jan Szybawski: Mnie trochę śmiech ogarnia, bo wszyscy się pasjonują tą sprawą za milion złotych. A wie pan ile zostawił najwięcej klient w klubie Saint Tropez?
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Jak to wyglądało w Poznaniu?
 
Jan Szybawski: Pan przyszedł do klubu o 23.50. Siedział w klubie szesnaście godzin.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Sam?
 
Jan Szybawski: Było trzech panów, siedzieli z ok. 10 dziewczynami, kupowali dla tych dziewczyn drogie szampany za 15 tys. złotych, panowie cały czas bawili się z dziewczynami, byli w pełni świadomi tego, co robią. Bawili się 16 godzin. Sami wbijali PIN, nie była to jedna transakcja, było tych transakcji ok. 40.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Pili?
 
Jan Szybawski: Nie wiem, być może pili alkohol, ale na pewno byli w pełni świadomi tego, co robią. Byli w pełni trzeźwi, chodzili po sali, polewali też szampanem siebie i tancerki.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Wiedział pan na bieżąco, że są klienci z takim rachunkiem i on wciąż rośnie?
 
Jan Szybawski: Wiedziałem.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Nie pomyślał pan, że trzeba facetów zastopować, bo wydadzą takie pieniądze, że będą z tego kłopoty?
 
Jan Szybawski: Ale jakie kłopoty? Jeżeli byśmy coś złego robili, to mógłbym się obawiać. Ale my nic złego nie robiliśmy. Jak ktoś chce się bawić, to niech się bawi.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Nie żal było panu tego faceta, ledwo trzymającego się na nogach, obstąpionego przez kilka dziewczyn?
 
Jan Szybawski: Jeśli ktoś ma milion i chce się bawić, to ma do tego prawo. Ten pan się doskonale bawił.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Mamy chyba inną definicję dobrej zabawy.
 
Jan Szybawski: Jak ktoś chce wydawać pieniądze, to czemu mu zabronić? Tak działa biznes - on wyda u mnie, ja może kupię coś w jego firmie. Pieniądze muszą krążyć w biznesie. Inaczej świat by zbankrutował.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Jakie dziewczyny zgłaszają się do takiej pracy?
 
Jan Szybawski: I z biednych domów, ale i z bogatszych, które świadomie chcą podjąć tę pracę, żeby dobrze zarabiać.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Jakie są wartości, których pan przestrzega? W biznesie i w życiu?
 
Jan Szybawski: Nie rozumiem pytania.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Co jest dla pana najważniejsze?
 
Jan Szybawski: Ja się całe życie zajmuje sportem i biznesem. To jest dla mnie najważniejsze.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: A czego się pan boi?
 
Jan Szybawski: Czego się boję? Boga się boję.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Oglądał pan film "Wilk z Wall Street"? Nie przypomina panu kogoś ten bohater?
 
Jan Szybawski: Kogo? Mnie? Nie. Nie rzucałem nigdy karłem do tarczy. Ale chętnie bym spróbował (śmiech). Ja wiem, że media by chciały mnie tak widzieć, żeby przyszedł gość obwieszony złotem i nie potrafił się odezwać. Ja jestem inny, nigdy w życiu nie napiłem się alkoholu, nie zapaliłem papierosa, nie wziąłem narkotyków. Dzięki temu mogę poświęcić się biznesowi i dlatego robię to dobrze.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Kto jest pana autorytetem?
 
Jan Szybawski: W biznesie? Nie wiem, jest mnóstwo ludzi, którzy odnieśli olbrzymi sukces.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: A w życiu?
 
Jan Szybawski: Musiałbym się dobrze zastanowić. Nie przygotowałem się do odpowiedzi na to pytanie.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Uważa się pan za człowieka uczciwego?
 
Jan Szybawski: Tak.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: A czego pan żałuje?
 
Jan Szybawski: Nie zrobiłem w życiu nic złego, więc niczego nie żałuję. Nawet ta "Symultanka" - mogłoby się wydawać, że takie nieszczęście, zamknęli mnie. Ale jak popatrzę szerzej, to dzięki temu założyłem kluby Cocomo.
 
Jakub Stachowiak, Szymon Jadczak: Szczęśliwy człowiek.
 
Jan Szybawski: Nie narzekam.
 
 
Źródło: newsweek.pl
 

Dodaj komentarz


Szukaj

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates