– Zdradzisz swoje prawdziwe imię? 
 
– Wolę występować jako Olivia. To imię, jakim posługuję się w klubie. Tam większość dziewczyn ma jakieś pseudonimy.
 
– Co to za klub, w którym pracujesz? 
 
– Pracuje w klubie go-go. Tam tańczę na rurze, to taniec erotyczny. Poza tańcem oferujemy striptiz i swoje towarzystwo. I to wszystko. Wielu ludziom taki klub się kojarzy z agencją towarzyską. A tak nie jest. Wiem, że w Polsce kluby go-go funkcjonują razem z agencjami towarzyskimi, ale nie w Szczecinie. U nas takiego klubu nie ma. Bo klub go-go to zupełnie inna bajka.
 
– Kto przychodzi do takiego klubu? 
 
– Różni ludzie. Od młodziutkich chłopaczków, po panów w podeszłym wieku. Są panowie z klasą i na poziomie, ale też są tacy, że najchętniej się ich by wzięło za frak i od razu wyrzuciło z klubu.
 
– Ale przede wszystkim panowie? 
 
– Tak. Chociaż przychodzą do nas również panie. Mamy nawet jedną, stałą klientkę, która przychodzi z partnerem. Bardzo fajna kobieta. Szczerze mówiąc, to ona nawet się lepiej bawi w klubie niż ten jej partner.
 
– A pytałaś ją dlaczego przychodzi? 
 
– Mówi, że lubi. Twierdzi, że lubi sobie porozmawiać z nami. Wspólnie pijemy drinki. Lubi jak dziewczyny dla niej tańczą. Bardzo fajnie reaguje.
 
– Zadałam ci to pytanie między innymi dlatego, że teraz wśród pań modny stał się aerobik na rurze. Za naukę tańca na rurze muszą płacić w klubie pieniądze. Słyszałaś o tym? 
 
– Tak, słyszałam. To bardzo fajna rzecz. Panie, które próbowały, pewnie już się o tym przekonały. Przy takim tańcu można się zmęczyć, a o to przecież też chodzi. I chyba kobiety lubią się tak powyginać.
 
– Czy do tańca na rurze trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje? 
 
– Najważniejsze jest poczucie rytmu. Tak, jak przy każdym tańcu. Całej reszty można się nauczyć. Ja jak zaczynałam, to ćwiczyłam trzy dni przed wyjściem na scenę. I to czego przez te trzy dni udało mi się nauczyć, i to co podpatrzyłam u swoich koleżanek, musiało na samym wstępie mi wystarczyć.
 
– A czy ktoś ciebie uczył tańczyć, czy był jakiś choreograf? 
 
– Nie. Pomagała mi tancerka, która już jakiś czas tańczyła.
 
– Ile jest dziewczyn w takim klubie? 
 
– To się bardzo zmienia. Jest dość duża rotacja w tym zawodzie. Niektóre odchodzą, ciągle nowe przychodzą. Dziś jest nas tam 18.
 
– I codziennie wszystkie 18 dziewczyn wychodzi na scenę? 
 
– Nie. Nie pracujemy 6 dni w tygodniu. Co prawda klub jest otwarty codziennie poza niedzielą, ale nie wszystkie codziennie występujemy. W tygodniu jest nas mniej, ale na weekend więcej. W weekendy można więcej zarobić.
 
– Jak to w takim klubie wygląda, jak występujecie? 
 
– Cały czas ktoś występuje. Mamy swoją kolejkę, występujemy jedna po drugiej. Wychodzimy na jedną piosenkę. Tańczymy na scenie, tańczymy na rurze, a pod koniec piosenki można zejść do klienta i można – wcale nie trzeba – zatańczyć tylko dla niego. Możemy też usiąść z klientem, porozmawiać, napić się drinka. Jeżeli klient ma ochotę, to może zamówić sobie taki prywatny taniec w osobnym pokoju.
 
– A często się zdarza, że klienci zamawiają sobie osobne specjalne tańce? 
 
– Tak. Dość często. Jest do tego osobny pokoik. Tam jest też rura. Ale przy prywatnym tańcu raczej skupiamy się na tym, aby zatańczyć specjalnie dla klienta, a nie na rurze.
 
– Ile kosztuje specjalny taniec dla klienta? 
 
– On musi zapłacić 140 zł. Tyle kosztuje jedna piosenka. Czasami tyle dwie krótkie piosenki. Ale ja z tych 140 zł, które klient płaci w lokalu, dostaję 70 zł.
 
– Czy na tańcu go-go można zarobić? 
 
– Jeśli się chce, to można. Nigdy nie zapisywałam sobie tego ile miesięcznie uda mi się zarobić. Są dni kiedy zarabiam mniej, ale są dni kiedy zarabiam prawie tysiąc złotych. W miesiącu, pracując cztery noce, można zarobić około 3-5 tys. zł. Są dziewczyny, którym bardziej zależy na pieniądzach. One rzeczywiście dużo pracują. Są w stanie zarobić nawet dwa razy tyle. Ale parę lat temu było lepiej...
 
– Od czego zależą twoje zarobki? 
 
– Od naszego nastroju, bo my też mamy swoje dobre i złe dni. Ale także od liczby klientów i od tego czy rzeczywiście nam zależy na tych pieniądzach, na dobrej pracy. My zarabiamy dla siebie na tańcu, na drinkach, na specjalnych sesjach tańca.
 
– Co to znaczy, że zarabiasz na drinkach? 
 
– Trzeba namówić klienta, aby postawił tobie drinka. To dotyczy nie tylko tancerek, ale także barmanek, kelnerek. Taki drink dla personelu kosztuje 50 zł i to wszystko jedno, czy będzie to woda mineralna, czy jakiś alkohol. W barze wszystko jest zapisywane i my po pracy dostajemy te pieniądze w formie wypłaty za dzień pracy. Oczywiście niecałe 50 zł. Tylko część z tej sumy jest dla nas. Można też zamówić szampana. Mamy taki szampan za 5 tys. zł. Ale my też tylko część z tych 5 tys. zł dostajemy.
 
– Często panowie zamawiają dla was szampany? 
 
– Czasami.
 
– Ty żadnej pensji nie dostajesz? 
 
– Nie. Tyle ile mi dadzą klienci, tyle mam. Nie mam też żadnych płatnych urlopów.
 
– Czy są klienci, którzy was chcą obmacywać? 
 
– Oj tak. Ludzie różnie reagują. Panom się wydaje, że jak już przychodzą do klubu go-go, to mogą nas dotykać. Uważają, że skoro my tańczymy, skoro my pokazujemy swoje ciało, to oni mogą nas dotknąć. Tak naprawdę nie mogą. Są tacy, którym wystarczy zwrócić uwagę i to dociera, ale są tacy, do których to nie dociera i musimy wołać ochronę.
 
– Jest taka ochrona? 
 
– Tak. Mamy ochronę przez cały czas. Czujemy się tak bezpieczniej.
 
– Co z koleżankami z pracy, czy jest między wami jakaś rywalizacja o klientów, o rodzaj tańca? 
 
– Raczej taki dość zgrany zespół tworzymy. W naszym klubie jest tak, jak chyba w każdej pracy. Są dziewczyny, które się bardziej lubią, i takie których się nie lubi. Zdarzają się nieporozumienia w kwestii klientów. Raz miałam taki przypadek. Mój klient zawsze do mnie przychodził i to ja się nim zajmowałam. Ale pewnego dnia przypadł do gustu mojej koleżance. Wyjaśniłyśmy sobie to nieporozumienie. To wszystko. Takie przypadki zdarzają się bardzo rzadko.
 
– Jak wygląda twoja praca, na którą godzinę przychodzisz? 
 
– Nasz klub jest otwarty od godziny 21. Lepiej jednak przyjść wcześniej i się przygotować. Trzeba się przebrać, umalować. Występujemy na scenie, siadamy z klientami przy stolikach. Kończymy o godzinie 3 od poniedziałku do środy. Od czwartku do soboty pracujemy do godziny 5 rano.
 
– Kiedy ty śpisz? 
 
– Staram się w dzień spać, ile się da.
 
– Masz może swoich ulubionych klientów? 
 
– Oczywiście, że mam. To panowie, z którymi lubię spędzać czas. Poznałam w klubie prawnika, bardzo sympatycznego. Polubiliśmy się i kiedy miałam problem w życiu pomógł mi i potraktował mnie jak znajomą. Parę lat temu, poznałam również pana – on przychodził dość często, traktował mnie bardzo sympatycznie, ciepło. Do dzisiaj się z nim spotykam na kawie. Lubię z nim rozmawiać. Teraz mogę powiedzieć, że między nami jest taka aseksualna przyjaźń.
 
– O czym rozmawiacie z klientem? 
 
– To my same podchodzimy do panów i ich zagadujemy. Co prawda dosyć często się zdarza, że to klienci nas zapraszają, ale wtedy zaczynamy rozmowę zwyczajnie; jak się nazywasz, jak się bawisz, skąd jesteś, co tutaj robisz. Od takich najprostszych pytań. Później rozmowa już się sama toczy...
 
Źródło: naszemiasto.pl
 

Dodaj komentarz


Szukaj

Ostatnio dodane

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates