Recenzja: "Pięćdziesiąt twarzy Greya"
 
Anastasia Steele to 21-letnia studentka literatury, która w zastępstwie koleżanki przeprowadza wywiad z młodym biznesmenem Christianem Greyem, właścicielem świetnie prosperującej firmy. 
 
Niewinny z pozoru wywiad zapoczątkowuje ciąg wydarzeń, które wciągają Anastasię w świat perwersyjnego seksu i mrocznych pragnień. I właściwie na tym opiera się cała fabuła książki.
 
Przyznaję, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron zamknęłam ją z hukiem. Dawno nie czytałam książki napisanej w tak fatalny sposób. Krótkie, niezbyt składne zdania i powtarzające się co chwila "o rety!" przyprawiały mnie o mdłości. Zastanawiam się tylko, na ile była to wina samej autorki, a na ile tłumaczenia. W końcu stwierdziłam, że muszę się dowiedzieć, w czym tkwi jej sukces i zaczęłam znów czytać. I cóż, mam ogromny dylemat odnośnie oceny tej powieści.
 
Bardzo, ale to bardzo słabą stroną jest język. Bardzo prosty, momentami wulgarny w zupełnie nieodpowiednich miejscach, zawierający mnóstwo powtórzeń. Czytając po raz setny słowa: rety, jęczę, głośno wciąga powietrze, przelecieć i jasny gwint naprawdę dostawałam szału. W dodatku często pojawiało się słowo "sardoniczny", które zupełnie nie pasowało do tak nieskomplikowanego języka, jakim została napisana ta książka.
 
Kolejną słabością są podobieństwa do "Zmierzchu" i tu spełniły się moje obawy co do fan fiction. Główna bohaterka to na początku całkowita niezdara, uważająca się za brzydką, niezgrabną i niczego nie wartą dziewczynę. Grey to z kolei ideał, który nawet odcień włosów ma podobny do Edwarda Cullena. Boski, niemal doskonały i z pozoru nieosiągalny interesuje się niedoświadczoną szarą myszką. Wiele drobniejszych zbieżności irytuje, ale osobom nie znającym twórczości Stephenie Meyer nie będzie to raczej przeszkadzać.
 
Minusem jest też seks. Dużo seksu. I nawet nie chodzi o ilość tych erotycznych scen - po prostu autorce zabrakło pomysłów na ich opisanie. Tak naprawdę wciąż dzieje się to samo i w takiej ilości, jaką dostajemy w tej książce, niewiele to wnosi. Czytanie w kółko o "zerżnięciu" i orgazmie, przy którym Anastasia rozpada się na milion kawałków jest bardzo nużące i nudzące. W dodatku dziwi mnie to nagłe seksualne wyzwolenie Amerykanek, które podobno zawdzięczają trylogii "Pięćdziesiąt odcieni" - związanie rąk i kilka klapsów nie bardzo kwalifikuje się moim zdaniem do miana seksualnej rewolucji. Duży nacisk E L James położyła na uświadomienie czytelników w kwestii bezpiecznego seksu, efektem czego są ciągle przewijające się prezerwatywy, a później minipigułki. I choć generalnie uważam to za plus, to niestety zabrakło choć minimum subtelności.
 
"Dyskusje" Any, jej podświadomości i "wewnętrznej bogini" (co to do cholery ma być: wewnętrzna bogini tańcząca sambę?!) były moim zdaniem zbędne i tylko wprowadzały zamęt do i tak skompilowanej relacji Anastasii i Christiana.
 
Plusem mimo wszystko są bohaterowie tej książki. Christian Grey jest osobą bardzo tajemniczą i intrygującą, choć jednocześnie mam wrażenie, że autorka nie do końca poradziła sobie z wykreowaniem tej postaci. W moim odczuciu taki bohater powinien być bardziej mroczny i męski. Natomiast Anastasia, po początkowym wielkim podobieństwie do Belli Swan, ewoluuje i jej sarkazm nieraz wywoływał mój uśmiech.
 
I choć tak naprawdę nie wiem, o czym dokładnie opowiada ta książka - czy o poszukiwaniu miłości, przyjemności czy może o samotności - muszę przyznać, że niesamowicie wciąga. W dodatku wiem, że sięgnę po kolejne części! Grey jednak mnie zaintrygował i mam nadzieję, że jego historia okaże się warta poznania.
 
Podsumowując: myślę, że książka spodoba się starszym nastolatkom i młodym kobietom, spragnionym mocniejszych wrażeń. Gdybym była o te dziesięć lat młodsza pewnie dostrzegłabym w "Pięćdziesięciu twarzach Greya" więcej zalet niż wad. Być może moje częściowe rozczarowanie wynika z tego, że jestem świeżo po przeczytaniu "Rozkoszy nieujarzmionej", która elektryzowała zmysłowością w dużo bardziej pociągający sposób.  
 
Odcienie Greya coś w sobie mają. Coś, co sprawia, że mimo wad tej książki, ciężko oderwać się od czytania. Czy polecam? Szczerze mówiąc uważam, że z tą książką jest tak samo jak ze "Zmierzchem" - powinno się ją przeczytać, żeby wyrobić sobie własne zdanie.
 
poprostuksiazki.eu
 

Dodaj komentarz


Szukaj

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates