Recenzja: "Nowe oblicze Greya"
 
Ana i Christian rozpoczęli wspólne życie pod jednym dachem i okazało się ono nie lada wyzwaniem. Po bajecznym ślubie i miesiącu miodowym spędzonym w Europie, muszą stawić czoła codzienności. Dwa zupełnie inne spojrzenia na świat prowadzą do konfliktów i kłótni. W rezultacie Greyowie doprowadzają się nawzajem do białej gorączki. Anastasia nie może przyzwyczaić się do wszechobecnej ochrony i prób kontrolowania jej na każdym kroku, Christian zaś nie potrafi zaakceptować faktu, że Ana to samodzielnie myśląca kobieta. Niełatwa codzienność nie osłabia jednak ich namiętności i miłości względem siebie. 
 
Gdy wszystko powoli zaczyna się układać, los szykuje im niespodziankę, która zaskakuje oboje i wywołuje potężną awanturę. Właśnie w tym momencie Ana przechodzi ostateczną przemianę w silną i pewną siebie kobietę, która potrafi się postawić i sama decydować o swoim losie. Po krótkim czasie splot wydarzeń niemal doprowadza do tragedii, która uświadamia Christianowi co jest w życiu najważniejsze. I już na zawsze odmienia mroczne oblicze Greya.
 
Po średnim pierwszym tomie i dużo lepszym drugim, spodziewałam się mocnego zakończenia. Niestety muszę przyznać, że jestem rozczarowana. "Nowe oblicze Greya" nie wciągnęło mnie tak jak poprzednie części, a przez 2/3 książki wręcz się nudziłam. Seks pojawiający się co trzy strony i krótkie zapychacze w postaci maili czy wspomnień Any, zamiast ujednolicać fabułę, rozpraszały. Pani James w trzecim tomie postanowiła pobawić się też w retrospekcje i nie zawsze był to udany zabieg. 
 
Mniej więcej po 400 stronach akcja zaczęła nabierać tempa i nagle wszystko stało się naraz. I choć pod sam koniec nie mogłam się oderwać od czytania, czułam się przytłoczona natłokiem wydarzeń. Zamiast równomiernie rozłożyć napięcie na całą książkę, autorka zapchała początek i środek niewiele wnoszącymi scenkami i zrobiła lawinę na samo zakończenie. Ilość tych dramatycznych momentów też była nieco przesadzona, ale akurat na to można przymknąć oko. Nie udało się niestety uniknąć powtórzeń i choć do "rozpadania się na milion kawałków" zdążyłam się już przyzwyczaić, tak "centrum mojego wszechświata" pojawiające się pięć razy pod rząd było drażniące. Podświadomość i wewnętrzna bogini siedziały tym razem względnie cicho, więc nie będę się ich czepiać. Były znośne. Podobała mi się za to sama przemiana głównych bohaterów tej historii. Ana z niczym nie wyróżniającej się, nieco niezdarnej dziewczyny zmieniła się w zdecydowaną kobietę. A Christian z mrocznego, niedostępnego Pana zamienił się w kochającego, choć wciąż mocno kontrolującego młodego faceta.
 
Jakiś czas temu E L James zapowiedziała, że planuje napisać całą historię od nowa, widzianą oczami Christiana. I wygląda na to, że już się do tego zabrała. Koniec trzeciego tomu zawiera bowiem początek wydarzeń z punktu widzenia Greya. Patrząc na warsztat pisarski autorki uważam, że sobie nie poradzi z takim wyzwaniem. Co innego snuć opowieść z punktu widzenia zwyczajnej, mało doświadczonej dziewczyny, a co innego zmierzyć się z przeżyciami samotnego, zranionego faceta, mającego poważne problemy psychiczne. Ale cóż, nie zabija się kury znoszącej złote jajka.
 
Ogólnie cała opowieść zawarta w Pięćdziesięciu Odcieniach mi się podoba, choć żałuję, że nie została napisana lepiej. Mam nieodparte wrażenie, że potencjał tej historii trudnej miłości został zmarnowany. Szkoda. To mogły być naprawdę dobre książki.
 
poprostuksiazki.eu
 

Dodaj komentarz


Szukaj

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates