Jak się handluje kobietami?
 
- Do agencji, gdzie będzie przebieg może i dziesięciu klientów dziennie, daje się potrzebującą kasy dziewczynę z jakiejś wsi albo patologii. Taka po dniu roboty cieszy się kasą i lepszym życiem, które za nią kupuje, a nie roztrząsa, kto i co z nią robił. Takiej z "dobrego domu", dorabiającej cichcem na studiach daje się roboty mniej, ale za to bardziej odpowiedzialną - tak kulisy swojej dawnej branży zdradza w rozmowie z naTemat były sutener z Trójmiasta. Choć łatwy zarobek na zdesperowanych kobietach mógł przypłacić wieloletnim pobytem za kratami, do dziś zdaje się nie żałować dawnego procederu. - Zbyt dobrze na tym zarobiłem - mówi mi prosto w oczy.
 
Trudną, kryminalną i nie tak odległą przeszłością Trójmiasta zajmuję się od kilku lat. W naTemat publikowaliśmy już szereg dotyczących tego materiałów. Sporą część z nich poświęciliśmy jednak stanowiącemu problem nie tylko na Wybrzeżu szeroko pojętemu seks-biznesowi. Pisaliśmy o tym, jak łatwo wciąga się młode Polki w branżę pornograficzną, jak prostytuują się na emigracji i o tym, jak wygląda życie tych, którym udało się z tej branży wyrwać.
 
Długo nie udawało mi się jednak znaleźć rozmówcy "z drugiej strony". Aż wreszcie otrzymałem kontakt do Leszka, 54-latka, który dziś zajmuje się prowadzeniem dużej firmy transportowej i w oczach wielu nowych znajomych musi uchodzić za wzorowego przedsiębiorcę. Sympatycznego, prostolinijnego, ale i bystrego gościa. Takie życie wymusił na nim jednak tylko wyrok za sutenerstwo i poważna choroba, która pozwoliła mu wyjść zza krat dużo wcześniej. Jak mi mówi, gdyby nie te problemy, nadal byłby "opiekunem" i zapewniał swoim podopiecznym "dobre życie"...
 
Jak długo był pan w tej branży?
 
Leszek: Mów mi po imieniu. W tej mojej branży szybko się zacieśniało kontakty, został mi ten nawyk do dziś. Przydatny jest.
 
No więc, ile życia ci na tym upłynęło?
 
Będą tego prawie dwie dekady. Po upadku komuny na Wybrzeżu to były czasy prosperity w tym temacie. Człowiek się najpierw bawił tu i tam, pojawiał w odpowiednich miejscach. Gdybym nie podpadł nie tym, co trzeba i nie wyłapał wyroku, to pewnie do dziś bym się z tym wszystkim użerał. No ale chory jestem, układ krwionośny mam słaby to długo nie zabawiłem w pierdlu. Za to wystarczyło mi tego strasznego dla takiego człowieka, jak ja miejsca, by mi się odechciało wracać do gry.
 
A było do czego?
 
No właśnie też nie bardzo. Twarz trochę spalona, biznes i kontakty w proszku. Nie opłacało się człowiekowi pakować oszczędności w rozkręcanie wszystkiego praktycznie od podstaw. No to musiałem zostać przedsiębiorcą pełną gębą. A że na biznesie i zarządzaniu ludźmi się znam, to jakoś idzie.
 
Oszczędności na nowy interes zostały z poprzedniej branży? Nie odebrano ci majątku zarobionego w tamten sposób?
 
Ani grosza. Ja się nigdy nie bawiłem w jakieś tam dodatkowe "inicjatywy". Nikt nie mógł mi odebrać środków zdobytych na jakichś rozbojach, wymuszeniach itd., gdzie sądowy skok na kasę idzie z automatu. Bo ja po prostu nic takiego nie robiłem. A w sprawach, no powiedzmy obyczajowych, to już się prokuratorowi nie chce, bo nie jest tak łatwo. Szczególnie jak się człowiek pilnował przy dywersyfikacji rozlokowania środków.
 
Czyli na kontach rodziny, czy w egzotycznych krajach?
 
Nie mam zamiaru nikomu tutaj udzielać bezpłatnych porad [śmiech]. Na pewno nie można tak bezczelnie ładować wszystkiego na siebie, jak słynna ekipa z Witomina [mowa o gangu sutenerskim braci B. z Gdyni, który CBŚ rozbiło - red]. Minęło parę miesięcy, a prokurator im podobno już wszystko dokładnie podliczył. Śmiech na sali.
 
To prawda, śledczy twierdzą, że bracia B. zarobili w kilka lat prawie 6 mln zł na sutenerstwie. To dużo?
 
Dość dużo jak na dzisiejsze czasy. Aczkolwiek oni poszli w "masówkę". Wszystko chcieli wziąć na raz, na siłę. To mogło przynieść szybko świetne skutki finansowe, ale i opłakane konsekwencje z policją i prokuratorem. Nie tak budowaliśmy te interesy przed laty.
 
Ty pracowałeś inaczej? Właściwie na czym dokładnie polegała twoja praca?
 
W sumie to mógłbym wykładać teraz logistykę na jakimś uniwerku, bo o to w tej branży chodzi przede wszystkim. No i o zapewnianie podaży tam, gdzie występuje popyt. Patrz, podstawy przedsiębiorczości też bym mógł wykładać. Pewnie lepiej niż to robią w liceum mojej córy. 
 
A może tak mniej wymijająco? Mam zapytać wprost, jak handluje się kobietami?
 
To ja ci wprost odpowiem, że handluje się absolutnie łatwo. Ludzie wyobrażają sobie, że wszystkie dziewczyny są porywane, bite, zastraszane, albo faszerowane narkotykami. Człowieku, ja przez te wszystkie lata roboty może parę razy się z którąś z moich dziewczyn szarpnąłem. Potrząsnąłem za barki, w jakiejś bardziej gorącej kłótni. 
 
Ale myśmy się nie kłócili, że ona nie chce pracować. Nie chodziło o zmuszanie do roboty, tylko na przykład ułożenie grafiku albo podwyżkę. Bo, jak mówimy wprost, to te niektóre laski przychodzą często niedomyte błagać o prace, a jak potem się zrobi z nich człowieka, to wychodzą z nich zachłanne kur...
 
Nie wierzę, że nigdy, nikogo do niczego nie zmuszałeś...?
 
Nie mam wrażenia, że kiedykolwiek kogoś skrzywdziłem. Miałem w sumie pod sobą kilkadziesiąt dziewczyn. Żadna u mnie nie płakała. Ja się w ogóle szybo nauczyłem, że trzeba im dawać taka robotę, które one lubią. No albo chociaż są w stanie zaakceptować.
 
Do agencji, gdzie będzie przebieg pięciu, a może i dziesięciu klientów dziennie, daje się potrzebującą kasy dziewczynę z jakiejś wsi albo patologii. Taka po dniu roboty cieszy się kasą i lepszym życiem, które za nią kupuje, a nie roztrząsa, kto i co z nią robił. Natomiast lasce z dobrego domu z Sopotu, dorabiającej cichcem na studiach, czy zbierającej na własna firmę, daje się roboty mniej, ale za to bardziej odpowiedzialną.
 
Na przykład taką, jaką miały dostawać polskie "instagram models"?
 
Czytałem na ten temat u was. No i muszę przyznać, że nawet mnie szczena opadła...
 
Z jakiego powodu? Zaskoczyły cię nowoczesne metody sutenerstwa, czy tak wielkie pieniądze?
 
O pieniądzach faktycznie niezłych mowa, ale zlecenia za kilkadziesiąt tysięcy zdarzało się mi przecież organizować. Choć szejkowie to faktycznie nie był mój level. Jak mowa o obsługiwaniu VIP-ów, to chyba najciekawsi byli piłkarze. To jest strasznie smutna grupa w sumie. Niby są to faceci przystojni, znani i bogaci, ale jakoś nie potrafią sobie znaleźć dziewczyn normalnie i są naprawdę stałymi klientami profesjonalistek.
 
Wracając jednak do tej arabskiej historii, to mnie zaskoczyło głównie to, że im tak łatwo przychodzi znalezienie niby normalnych dziewczyn, które za kilka kafli pozwolą sobie zrobić kupę na twarz. Matko, ile ja musiałem negocjować żeby moje dziewczyny o seks analny nie piszczały, gdy się zrobił taki modny. Nie wszystkie połykają, nie wszystkie biorą na twarz. A tu niby modelki chętne za wymazanie się kupą. No szok trochę.
 
Zgorszony sutener...
 
Zgorszony może nie, ale zaskoczony bardzo mocno. A tak w ogóle, cholernie nie lubię tego słowa "sutener".
 
Dlaczego? Robiłeś to, co robiłeś. Nie można spodziewać się pozytywnego wydźwięku.
 
Jest w nim, jak to mówią, negatywny ładunek emocjonalny. Opisuje kogoś krzywdzącego ludzi, a ja nigdy na cudzej krzywdzie nie zarabiałem. No chyba, że bierzemy pod uwagę, iż spora część klientów i klientek - bo tych też trochę było - z moimi dziewczynami zdradzało swoje żony i mężów. A te problemy z prawem to miałem tylko dlatego, że ono jest na tyle obłudne, iż pozwala zarabiać na prostytucji tylko prostytuującym się.
 
To jakbyś nazwał sam siebie?
 
W moich czasach mówiło się opiekun. Nie w takim rozumieniu, że anioł stróż, a menadżer. Ale chodzi w tym też o podkreślenie, że w tej robocie ważne jest zadbanie o bezpieczeństwo. Po to właśnie dziewczynom opiekunowie, by mogły pracować możliwie bezpiecznie. No i żeby znalazły dobrych klientów. 
 
Bo wbrew pozorom, to wcale nie byłoby tak pięknie, że wszystkie chętne same znalazłyby klientelę. Tych, co wychodzą z inicjatywą pierwsi, jest maksymalnie może połowa. Resztę klientów trzeba odpowiednio zachęcić, stworzyć im warunki. Do tego trzeba kontaktów, przebojowości, zmysłu biznesowego żeby wynegocjować dobre warunki.
 
Masz wyrzuty sumienia?
 
Nie należę do jakichś nawróconych. Za dobrze na tym żyłem i dobrze pozwalałem żyć innym.
 
Dobrym życiem nazywasz zarabianie na seksie z dziesięcioma partnerami dziennie?
 
A jak inaczej te dziewczyny miały zarobić na to żeby nakarmić i ubrać siebie, swoje dzieciaki, albo i całą rodzinę - od faceta bezrobotnego po swoich staruszków? No jak? Wywalone z domu, wywalone ze szkoły. Czasem już z jednym albo dwoma dzieciakami zmajstrowanymi pod koniec podstawówki. One same nie raz mówiły, że jedyne co potrafią to dawać du... I były zadowolone, że mogą chociaż dzięki temu godnie żyć.
 
Wspomniałeś o nastoletniej córce...
 
No bez takich...
 
No co? Różnie bywa w życiu. Gdyby zabrali ci pieniądze, posiedziałbyś dłużej i ją życie zmusiło do poszukiwania skrajnego rozwiązania, to jej prostytuowanie się też nazwałbyś szansą na dobre życie?
 
Ona jest na to zbyt mądra, by zadawać się z takimi typami.
 
Przecież się zadaje, jesteś jej ojcem. Rodzina wie w ogóle na czym się dorobiliście?
 
Tak nie do końca. Żona wiedziała, że jestem współwłaścicielem klubu. Miała świadomość, iż obracam się wśród dziewczyn, ale też wiedziała, że żadnej nie ruszę. Na szczęście w nieszczęściu zmarła zanim mi zrobili wjazd, nie musiałem się tłumaczyć. Córeczką się wtedy jej siostra zajęła szybko, no ale mała nie była już wtedy taka głupia, by nie zwęszyć, że coś jest nie tak. Swoje później pewnie też usłyszała. Z pół roku temu zapytała otwarcie...
 
I jak zareagowała na to, że dawałeś to niby "dobre życie"?
 
No to tu możesz mieć swoją sensację. Parę tygodni powtarzała, że się mnie wstydzi. Potem pojechaliśmy jednak na wakacje, nasurfowała się na Florydzie. I chyba jej przeszło.
 
natemat.pl
 

Dodaj komentarz


Szukaj

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates