Co znaczy prostytucja z perspektywy konkretnych spotkań? Jak zachowują się ludzie, którzy umawiają się na płatny seks? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania Michael Glawogger, austriacki dokumentalista i reżyser fabuł, trafił do Tajlandii, Bangladeszu i Meksyku. Złożony z trzech opowieści film zatytułował „Chwała dziwkom”.
 
Tajskie „dziewczyny” mają mało do powiedzenia albo też niewiele mogą mówić. Właściwie nie wypowiadają się do kamery. Nie wdają się w pogawędki ani negocjacje z klientami. Operator śledzi ich drogę do klubu, rejestruje przygotowania u fryzjera i oczekiwanie w pomieszczeniu za szybą na mężczyzn z baru. Kilka razy towarzyszy rozmowom o pracy, zarobkach i prywatnym życiu.
 
Niewiele mówią, są stale obserwowane, ich zajęcie, jak wszędzie na świecie, jest mało płatne i polega w dużej części na czekaniu. „Firma” zapewnia im więc odpowiedni relaks. W wolne dni to one chodzą do nocnych klubów. Wybierają sobie partnerów spośród pracujących tam mężczyzn, zapraszają do stolika. Kłopot pojawia się, gdy chcą iść do łóżka. Kto komu ma zapłacić?
 
Filmowane w Bangkoku kobiety pozostają pod bezpośrednim nadzorem dobrze zorganizowanych, jak się zdaje, rodzimych mafii. Glawogger dostał pozwolenie na dostęp do kilku wybranych i umowy skrupulatnie przestrzegano. Nie mógł rejestrować zbliżeń, bo prostytucję w tym kraju zdelegalizowano.
 
Podobnej – bliskiej i bezpośredniej kontroli podlegają prostytutki w Bangladeszu. „Matki” zarządzające liczącym 600 łóżek burdelem w Dhace poszły jednak na pewne ustępstwa. Same bez skrępowania wystąpiły przed kamerą: robią „dziewczynom” awantury, dają im lekcje. Kamery nie boją się również ich podopieczne, ale w wypowiedziach koncentrują się na swoich odczuciach. Skarżą się na ciężkie warunki życia, opowiadają o wstydzie, wspominają o przemocy.
 
Zachowują się naturalnie. Zaczepiają klientów, kłócą się o nich. Ale i one nie pozawalają się filmować przy pracy. Tym razem Galwogger napotkał odmowę ze względu na religię. Muzułmańskie kobiety nie rozbierają się przed obcym mężczyzną, również klientem. Nie ma mowy, żeby kolejny mężczyzna to spotkanie obserwował. Religia broni je też – przynajmniej w teorii – przed żądaniami wykraczającymi poza akceptowalne dla nich granice.
 
Kuchnię zbliżeń za pieniądze poznajemy za sprawą Meksykanek. Także każda z nich jest pilnowana; nie może robić nic bez pozwolenia. Ale, jak mówi Glawogger, ich stróże rozsiani są po świecie, kontrolę sprawują z odległości kilku tysięcy kilometrów, przez telefon. Nie mogą więc zamknąć ust bezpruderyjnym „dziewczynom”, które chcą barwnie opowiedzieć o swojej pracy. Ze zniewalającym urokiem robi to emerytowana prostytutka, która z racji długiej przerwy w zawodzie uważa się znowu za dziewicę.
 
W dzielnicy uciech w mieście Reynosa Glawogger wyprosił też pozwolenie na sfilmowanie zbliżenia. Obserwujemy kolejne etapy: wabienia, przekonywania, negocjacji w małym pokoju i konsumpcji. „Dziewczyna” zmienia się radykalnie po zamknięciu drzwi. Staje się konkretna i nieustępliwa. Przez cały czas jest też wyraźnie świadoma obecności kamery. Oczarowany nią klient początkowo stara się wywalczyć korzystne dla siebie warunki. Potem jest już zbyt oszołomiony. I w takim samym stanie odchodzi. Okazuje się, że w przypadku gościa z małym portfelem, za to z dużymi wymaganiami stosuje się limit czasu. Jeśli nie zdąży wykorzystać wymarzonej pozycji, jego sprawa. Przechodzi do następnej i kończy wraz z upływem wyliczonych minut, niezależnie od rezultatu.
 
Z filmu Glawoggera wynika, że żadna z prostytutek, niezależnie od kraju, wieku i stopnia samoświadomości, nie jest zainteresowana którymkolwiek z mężczyzn. Kobiety dzielą ich na lepiej lub gorzej wychowanych i mniej lub bardziej kłopotliwych, jeśli chodzi o seksualne fantazje. Nie pozostawiają złudzeń – pracują, bo nie mają za co żyć.
 
W filmie „Chwała dziwkom” przyglądamy się prostytutkom, a widzimy kobiety w poszczególnych przedziałach wieku – od dziecka po sześćdziesiątkę – i, co tu ukrywać, w beznadziejnej sytuacji, chciało by się powiedzieć – położeniu. Klienci zaś – zarówno ci „napaleni”, jak i zmęczeni życiem – to mężczyźni filmowani w trakcie ucieczki przed nudą albo obowiązkami.
 
Glawogger nie szuka przy tym obiektywizmu. Buduje swoją artystyczną wizję niezmiennie za pomocą kilku środków. Filmy albo ich poszczególne epizody zaopatruje w literackie cytaty i tytuły, a stan bohaterów często komentuje sugestywnie muzyką.
 
„Chwała dziwkom”, obraz, w którym emocje i sytuacja bohaterek powiązane są z religią albo zabobonem, został ponadto upodobniony do malarskiego tryptyku, ma budzić skojarzenia ze sztuką sakralną. Na początku, przez chwilę widzimy ujęcia z trzech opowieści, zmontowane obok siebie w jednakowej wielkości polach. Z artystycznymi eksperymentami wiąże się też największa zaleta Austriaka – umiejętność wyważenia proporcji między materiałem dokumentalnym a komentarzem. Niezależnie od stopnia poetyzowania autora, pierwsze i ostatnie słowo należy do filmowanych.
 
Jest jeszcze jedna cecha, dzięki której reżyser osiąga dobre efekty. Współdziała ze świetnymi fachowcami i nie ingeruje – jak sam zapewnia – w ich pracę. Drugim autorem filmu jest Wolfgang Thaler, doświadczony kamerzysta, zaskakujący niebywałym taktem, wręcz wrażliwością w portretowaniu ludzi.
 
Jego kamera eksponuje ciała kobiet tylko wtedy, kiedy one tego chcą, jak na przykład w jednej z początkowych scen, kiedy tajskie dziewczyny prężą się w oszklonym łączniku, zaczepiając przechodniów. Nigdy nie zatrzymuje się na nich po to, żeby coś podejrzeć. Zbliżenia na detale pokazują przedmioty, tatuaże, raz buty – w Meksyku. Ich właścicielka, jak większość filmowanych kobiet, stoi w cieniu, więc kamera, która podąża ku górze, niewiele pokazuje. Zatrzymuje się na wysokości głowy, ale dziewczyna długo stoi odwrócona. Dopiero po chwili zwraca się w stronę filmującego. Widzimy ładną, łagodną twarz. Bohaterki – ich charakter, opowieść – dominują także w kadrach atrakcyjnych kompozycyjnie i kolorystycznie. A spojrzenie na nie nie bywa szydercze, nawet jeśli sytuacja nie jest pozbawiona komizmu, jak na przykład w scenie, kiedy jedna z weteranek, leżąc w niewidocznej mini na łóżku, chwali się sukcesem pedagogicznym. Opowiada z dumą, jak kiedyś w arkana miłosnej sztuki wprowadziła 15-latka, na życzenie jego ojca. Sposób pracy Thalera dobrze ilustrują dwie sceny – zbliżenie pary w pokoju w Reynosa i kupno dziewczynki do burdelu w Dhace. W obu kamera nie pokazuje niczego, co mogłoby bohaterki upokarzać, ale rejestruje to, co istotne.
 
Na ostateczny kształt dokumentu miał oczywiście wpływ montaż autorstwa Moniki Willi. Kiedy patrzy się na filmografię tych dwojga – Thalera i Willi – widać, że austriackie kino jest skazane na sukces.
 

Dodaj komentarz


Szukaj

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates