POLNISCH

Seksowne krępowanie ciała...

Słów parę o Bondage...
 
Bondage wywodzi się z Kinbaku, japońskiej sztuki ozdobnego wiązania i krępowania ciała. Bondage to nic innego, jak wymyślne krępowanie drugiej osoby, o silnym podłożu seksualnym, w skrajnych formach jest praktyką BDSM.
 
Aby zacząć bawić się w Bondage, potrzeba zaufania do drugiej osoby, w końcu zostaje się od niej zupełnie zależnym i zdanym na jej pomysły. Bondage może zapewnić wielu przeżyć zarówno osobie dominującej, jak i uległej, decydowanie o kimś, lub zupełna zależność mogą potęgować doznania.
 
Bondage nie musi od razu oznaczać skrępowania całego ciała, w ten tajemniczy świat można zanurzać się stopniowo, zaczynając od związania rąk lub przypięcia do łóżka nóg osoby uległej. Jeżeli żaden z partnerów nie przejawia skłonności do dominacji lub uległości, możecie bez obaw zamieniać się rolami. Poza ograniczaniem ruchów można wykorzystać również opaskę na oczy, która uniemożliwiając patrzenie, jeszcze bardziej zdezorientuję osobę. Ograniczenie jednego zmysłu, automatycznie wyostrza inne, zatem, jeżeli nic się nie widzi, dotyk jest odczuwany jeszcze intensywniej, co może stanowić wystarczający pretekst do spróbowania takich zabaw i zaspokojenia swojej ciekawości.
 
Kiedy planujecie zabawy w Bondage pamiętajcie o bezpieczeństwie, nie należy krępować za mocno, w końcu zatrzymanie krążenia u partnera nie jest waszym celem. Warto pamiętać, że Bondage może być niebezpieczne, jeżeli wykonuje je osoba bez wyobraźni. Uważnie obserwujcie reakcje partnera, podczas krępowania lub ustalcie znak stopu, który będzie wyraźnym sygnałem dla obydwojga z was, że już wystarczy.
 
Krępowanie można łączyć z innymi sposobami ograniczania drugiej osoby, o zakrywaniu oczu już wspomnieliśmy, poza tym możemy kneblować partnera, by nie mógł nam się w ogóle sprzeciwić. Kneblowanie na ogół jest wprowadzane po jakimś czasie od rozpoczęcia zabaw z Bondage, tak by osoba mogła się oswoić z różnymi formami zniewolenia.
 
W bardziej zaawansowanym stopniu zabawy typu Bondage mogą być łączone z różnymi formami kar, takimi jak klapsy czy bicie pejczem, lub innym przeznaczonym do tego przedmiotem. Wymierzenie klapsów nieposłusznemu partnerowi może jeszcze bardziej rozgrzać atmosferę w sypialni, pod warunkiem, że druga osoba zgodzi na takie praktyki.
 
Bondage to doskonały sposób na przełamanie sypialnianej nudy, spróbowanie czegoś nowego i ekscytującego, sprawienie, że znowu na myśl o seksie przejdą nasze ciało dreszcze, a serce zacznie bić szybszym, nierównym tempem.
 
Bondage jest praktykowane na całym świecie przez osoby w różnym wieku, zarówno przez nowych partnerów, jak i pary z długim stażem. W przypadku tych drugich jest nawet częściej spotykane, ponieważ Bondage jest sposobem na wyrwanie się z rutyny, a osoby będące razem przez długi czas, mają do siebie zaufanie i chętniej oddają się w ręce partnera.
 
loveplace.pl
 

Erotyka Marca Dorcela

Erotyka Marca Dorcela
 
Tajemnica przyjemności leży w jej naturze i jest zazwyczaj miksturą fantazji i nowych doświadczeń.
 
Ta kompilacja składająca się z sześciu płyt DVD doskonale wpisuje się w tę definicję.
 
Ponad 50 dziewcząt w 160 scenach, składających się na 19 godzin szaleństwa...
 
Jakikolwiek jest Twój preferowany typ urody, niezależnie czy są to blondynki, czy brunetki, bez wątpienia zestaw ten pozwoli Ci odnaleźć wszystko czego potrzeba, by doprowadzić Cię do granic wytrzymałości...
 
Nie czekaj, tylko sprawdź najostrzejsze, pozbawione limitów i zasad sceny z katalogu Marca Dorcela, połączone w festiwal seksu, w którym każda scena jest ostrzejsza od poprzedniej!
 
Po raz kolejny najjaśniejsze gwiazdy w branży porno są gotowe ofiarować Ci doświadczenia, które nie są dostępne dla grzecznych chłopców…
 

Historia niegrzecznej pielęgniarki...

Historia niegrzecznej pielęgniarki...
 
Nigdy nie byłem typem faceta, który lubi się nad sobą użalać i przy okazji delikatnego przeziębienia kładzie się do łóżka. Dlatego, kiedy dopadła mnie grypa, całodzienne leżenie było dla mnie karą. Najchętniej poszedłbym do pracy, ale zwyczajnie nie miałem siły, a dodatkowo lekarz nastraszył mnie, że jeśli nie poleżę przynajmniej przez tydzień, mogę wylądować w szpitalu.
 
Było mi głupio, że żona musi się mną zajmować, ale jakoś trzeba było to przełknąć. Po czterech dniach było już ze mną całkiem nieźle, jednak postanowiłem się dostosować do zaleceń i nie ruszałem się z domu. Niestety moja żona miała zaplanowany wyjazd służbowy i poprosiła swoją przyjaciółkę aby do mnie zaglądała. Uważałem, że to niepotrzebne, ale gdy ona się uprze to nie można jej przegadać.
 
Ela przyszła w środę i przywiozła mi pyszny obiad z restauracji, a także przygotowała wszystkie leki, których potrzebowałem. Obiecała, że zjawi się jeszcze rano sprawdzić czy wszystko ok. Nie był to dla niej problem, bo mieszkała jeden blok dalej, dlatego nie protestowałem. Po lekach zasnąłem i miałem cudowny sen o tym, że mój penis był obsługiwany w doskonały sposób... Nieznajoma kobieta jednocześnie go ssała i dłonią miętosiła moje jajka, co dodatkowo potęgowało doznania. Z każdym jej ruchem byłem coraz bliżej, aż w końcu eksplodowałem... 
Gdy otworzyłem oczy, nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Przy moim łóżku klęczała... Ela, cała umazana w mojej spermie...! To nie był sen! Zacząłem na nią krzyczeć, a ona tylko się uśmiechała i oblizywała ściekającą z jej ust białą maź...
 
Miała na sobie strój pielęgniarki i muszę przyznać, że prezentowała się naprawdę świetnie. Korzystając z mojej nieuwagi, usiadła na mnie okrakiem i poczułem jej wilgotną szparkę na swojej skórze. Mój penis zareagował natychmiast. Ela pochyliła się nade mną i szepnęła: „skoro zaczęliśmy tak fajnie, to może to dokończymy?”. Chciałem ją z siebie zrzucić, ale zamiast tego zacząłem gładzić rękoma jej gładkie ciało i jędrne piersi. Ela delikatnie się uniosła i wsunęła mojego penisa w swoją cipkę. Poruszała się powoli, ale bardzo mocno. Po chwili znów się podniosła i przesunęła się w kierunku mojej twarzy.
 
Nie wiedziałem co robi, aż nie ujrzałem jej szparki tuż nad moimi ustami. Zacząłem ją wylizywać zaczynając od łechtaczki, a potem wpychając język do jej kawowej szczeliny... Po chwili moja pielęgniarka ułożyła się na łóżku, klęcząc tyłem do mnie. Nie miałem wątpliwości, o co jej chodzi. Podniosłem się i szybko wcisnąłem się w nią od tyłu. Krzyknęła, po czym zaczęła kołysać swoimi biodrami, sprawiając mi jeszcze więcej przyjemności. Rżnąłem ją najmocniej jak potrafiłem, aż wygięła się w rozkoszy... a ja wylałem na nią gorącą spermę...
 
Po tej przygodzie jedno było pewne – zdecydowanie wróciłem do zdrowia.
 

Prostytucja od kuchni

Co znaczy prostytucja z perspektywy konkretnych spotkań? Jak zachowują się ludzie, którzy umawiają się na płatny seks? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania Michael Glawogger, austriacki dokumentalista i reżyser fabuł, trafił do Tajlandii, Bangladeszu i Meksyku. Złożony z trzech opowieści film zatytułował „Chwała dziwkom”.
 
Tajskie „dziewczyny” mają mało do powiedzenia albo też niewiele mogą mówić. Właściwie nie wypowiadają się do kamery. Nie wdają się w pogawędki ani negocjacje z klientami. Operator śledzi ich drogę do klubu, rejestruje przygotowania u fryzjera i oczekiwanie w pomieszczeniu za szybą na mężczyzn z baru. Kilka razy towarzyszy rozmowom o pracy, zarobkach i prywatnym życiu.
 
Niewiele mówią, są stale obserwowane, ich zajęcie, jak wszędzie na świecie, jest mało płatne i polega w dużej części na czekaniu. „Firma” zapewnia im więc odpowiedni relaks. W wolne dni to one chodzą do nocnych klubów. Wybierają sobie partnerów spośród pracujących tam mężczyzn, zapraszają do stolika. Kłopot pojawia się, gdy chcą iść do łóżka. Kto komu ma zapłacić?
 
Filmowane w Bangkoku kobiety pozostają pod bezpośrednim nadzorem dobrze zorganizowanych, jak się zdaje, rodzimych mafii. Glawogger dostał pozwolenie na dostęp do kilku wybranych i umowy skrupulatnie przestrzegano. Nie mógł rejestrować zbliżeń, bo prostytucję w tym kraju zdelegalizowano.
 
Podobnej – bliskiej i bezpośredniej kontroli podlegają prostytutki w Bangladeszu. „Matki” zarządzające liczącym 600 łóżek burdelem w Dhace poszły jednak na pewne ustępstwa. Same bez skrępowania wystąpiły przed kamerą: robią „dziewczynom” awantury, dają im lekcje. Kamery nie boją się również ich podopieczne, ale w wypowiedziach koncentrują się na swoich odczuciach. Skarżą się na ciężkie warunki życia, opowiadają o wstydzie, wspominają o przemocy.
 
Zachowują się naturalnie. Zaczepiają klientów, kłócą się o nich. Ale i one nie pozawalają się filmować przy pracy. Tym razem Galwogger napotkał odmowę ze względu na religię. Muzułmańskie kobiety nie rozbierają się przed obcym mężczyzną, również klientem. Nie ma mowy, żeby kolejny mężczyzna to spotkanie obserwował. Religia broni je też – przynajmniej w teorii – przed żądaniami wykraczającymi poza akceptowalne dla nich granice.
 
Kuchnię zbliżeń za pieniądze poznajemy za sprawą Meksykanek. Także każda z nich jest pilnowana; nie może robić nic bez pozwolenia. Ale, jak mówi Glawogger, ich stróże rozsiani są po świecie, kontrolę sprawują z odległości kilku tysięcy kilometrów, przez telefon. Nie mogą więc zamknąć ust bezpruderyjnym „dziewczynom”, które chcą barwnie opowiedzieć o swojej pracy. Ze zniewalającym urokiem robi to emerytowana prostytutka, która z racji długiej przerwy w zawodzie uważa się znowu za dziewicę.
 
W dzielnicy uciech w mieście Reynosa Glawogger wyprosił też pozwolenie na sfilmowanie zbliżenia. Obserwujemy kolejne etapy: wabienia, przekonywania, negocjacji w małym pokoju i konsumpcji. „Dziewczyna” zmienia się radykalnie po zamknięciu drzwi. Staje się konkretna i nieustępliwa. Przez cały czas jest też wyraźnie świadoma obecności kamery. Oczarowany nią klient początkowo stara się wywalczyć korzystne dla siebie warunki. Potem jest już zbyt oszołomiony. I w takim samym stanie odchodzi. Okazuje się, że w przypadku gościa z małym portfelem, za to z dużymi wymaganiami stosuje się limit czasu. Jeśli nie zdąży wykorzystać wymarzonej pozycji, jego sprawa. Przechodzi do następnej i kończy wraz z upływem wyliczonych minut, niezależnie od rezultatu.
 
Z filmu Glawoggera wynika, że żadna z prostytutek, niezależnie od kraju, wieku i stopnia samoświadomości, nie jest zainteresowana którymkolwiek z mężczyzn. Kobiety dzielą ich na lepiej lub gorzej wychowanych i mniej lub bardziej kłopotliwych, jeśli chodzi o seksualne fantazje. Nie pozostawiają złudzeń – pracują, bo nie mają za co żyć.
 
W filmie „Chwała dziwkom” przyglądamy się prostytutkom, a widzimy kobiety w poszczególnych przedziałach wieku – od dziecka po sześćdziesiątkę – i, co tu ukrywać, w beznadziejnej sytuacji, chciało by się powiedzieć – położeniu. Klienci zaś – zarówno ci „napaleni”, jak i zmęczeni życiem – to mężczyźni filmowani w trakcie ucieczki przed nudą albo obowiązkami.
 
Glawogger nie szuka przy tym obiektywizmu. Buduje swoją artystyczną wizję niezmiennie za pomocą kilku środków. Filmy albo ich poszczególne epizody zaopatruje w literackie cytaty i tytuły, a stan bohaterów często komentuje sugestywnie muzyką.
 
„Chwała dziwkom”, obraz, w którym emocje i sytuacja bohaterek powiązane są z religią albo zabobonem, został ponadto upodobniony do malarskiego tryptyku, ma budzić skojarzenia ze sztuką sakralną. Na początku, przez chwilę widzimy ujęcia z trzech opowieści, zmontowane obok siebie w jednakowej wielkości polach. Z artystycznymi eksperymentami wiąże się też największa zaleta Austriaka – umiejętność wyważenia proporcji między materiałem dokumentalnym a komentarzem. Niezależnie od stopnia poetyzowania autora, pierwsze i ostatnie słowo należy do filmowanych.
 
Jest jeszcze jedna cecha, dzięki której reżyser osiąga dobre efekty. Współdziała ze świetnymi fachowcami i nie ingeruje – jak sam zapewnia – w ich pracę. Drugim autorem filmu jest Wolfgang Thaler, doświadczony kamerzysta, zaskakujący niebywałym taktem, wręcz wrażliwością w portretowaniu ludzi.
 
Jego kamera eksponuje ciała kobiet tylko wtedy, kiedy one tego chcą, jak na przykład w jednej z początkowych scen, kiedy tajskie dziewczyny prężą się w oszklonym łączniku, zaczepiając przechodniów. Nigdy nie zatrzymuje się na nich po to, żeby coś podejrzeć. Zbliżenia na detale pokazują przedmioty, tatuaże, raz buty – w Meksyku. Ich właścicielka, jak większość filmowanych kobiet, stoi w cieniu, więc kamera, która podąża ku górze, niewiele pokazuje. Zatrzymuje się na wysokości głowy, ale dziewczyna długo stoi odwrócona. Dopiero po chwili zwraca się w stronę filmującego. Widzimy ładną, łagodną twarz. Bohaterki – ich charakter, opowieść – dominują także w kadrach atrakcyjnych kompozycyjnie i kolorystycznie. A spojrzenie na nie nie bywa szydercze, nawet jeśli sytuacja nie jest pozbawiona komizmu, jak na przykład w scenie, kiedy jedna z weteranek, leżąc w niewidocznej mini na łóżku, chwali się sukcesem pedagogicznym. Opowiada z dumą, jak kiedyś w arkana miłosnej sztuki wprowadziła 15-latka, na życzenie jego ojca. Sposób pracy Thalera dobrze ilustrują dwie sceny – zbliżenie pary w pokoju w Reynosa i kupno dziewczynki do burdelu w Dhace. W obu kamera nie pokazuje niczego, co mogłoby bohaterki upokarzać, ale rejestruje to, co istotne.
 
Na ostateczny kształt dokumentu miał oczywiście wpływ montaż autorstwa Moniki Willi. Kiedy patrzy się na filmografię tych dwojga – Thalera i Willi – widać, że austriackie kino jest skazane na sukces.
 

W prostytucie drzemie macho

W prostytucie drzemie macho
 
Nikol ustala cenę i paletę czynności. Bierze od 200 do 400 zł zależnie od żądań i stopnia zamożności, który ocenia na oko. Jak wygląda życie męskiej prostytutki i ich klientek – na przykładzie Warszawy sprzed kilku lat.
 
Prostytucja? To jest dziewiętnastowieczne określenie – mówi Robert. Mężczyzna, który świadczy ten rodzaj usług paniom, nie jest jakimś tam prostytutem, traktowany jest jak drogi krem: luksus z górnej półki.
 
Jeśli kobieta chce zrobić ondulację – idzie do fryzjera, chce znaleźć męża – udaje się do biura matrymonialnego. Chce seksu – przychodzi do Roberta, a ściślej on do jej mieszkania lub do hotelu, który ona wynajmuje, jeśli nie mieszka sama. Jest to usługa, nic więcej. Przykładanie do tego miar etycznych jest głupie.
 
Robert mówi, że jest studentem, zarabia na czesne i życie na przyzwoitym poziomie. Nie ma stałej taksy. Siedzimy w warszawskiej kawiarni Szparka. – Nie wyglądasz na bogatą – mówi. – A za poniżej 300 zł nie pracuję. Masz swoje lata, ale może być miło. Mam dwudziestocentymetrowy wzwód. Podoba mi się twój biust, więc nie bądź skrępowana.
 
Ze starszymi bywa ten kłopot, że są częściej od młodszych skrępowane. Łakną szczypty uczucia przy końcu życia intymnego, choć wiedzą, że o żadnym uczuciu tu nie może być mowy. Pragną na przykład pogłaskania. Za pogłaskanie się nie płaci. Tylko za samą penetrację. Robert czasem pogładzi gratis, lecz tego nie lubi. Chce wejść do waginy, wyjść i zarobić. Głaszcząc starsze ciało czuje zwiotczenie skóry, a to przeszkadza.
 
– Chłopak do towarzystwa myśli ginekologicznie – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Skupia się wyłącznie na genitaliach kobiety. Nie jest ważne, jaka ona jest poza nimi. Dla niego jest młoda i ładna, bo taką mu podsuwa usłużna wyobraźnia.
 
Robert jest profesjonalistą. Afrodyzjaki nie są mu potrzebne. Jest świetny i wie o tym.

Zarobki męskich prostytutek

Zarobki męskich prostytutek
 
Powszechnie wydaje się, że świadczenie płatnych usług seksualnych jest domeną kobiet. Prawdą jest, że ogłoszeń pochodzących od pań jest więcej, ale mężczyźni również parają się tym zawodem. Sprawdzamy, ile może zarobić mężczyzna do towarzystwa.
 
Eksperci serwisu wynagrodzenia.pl przeanalizowali zarobki mężczyzn świadczących płatne usługi seksualne. Ich płace porównano z wynikami tego samego badania z 2011 r. Jak wynika z szacunków, panowie mogą zarobić w skali miesiąca nawet do 30 tys. zł.
 
Ogłoszeń pań jest znacznie więcej, a ich wynagrodzenia zazwyczaj są wyższe. Może to być spowodowane prawem popytu i podaży - 14 proc. mężczyzn i jedynie 0,5 proc. kobiet deklaruje, że korzysta z płatnych usług seksualnych.
 
Mediana ogólnopolska godzinowego wynagrodzenia panów, świadczących usługi seksualne, to 150 zł. Z kolei za noc wynosi 1 tys. zł.
 
Tak wygląda rozkład całonocnych zarobków omawianej grupy. Najczęściej spotykaną kwotą jest 1 tys. zł - 28 proc. ogłoszeń opiewa na tę kwotę. Drugą najpopularniejszą kwotą jest 500 zł (11 proc.).
 
Od 2011 r., wynagrodzenia panów do towarzystwa za całonocne usługi wzrosły o ponad 42 proc., a godzinowe o 11 proc. Biorąc pod uwagę, że w tym okresie inflacja wyniosła 7,5 proc., to cena za spędzenie nocy z mężczyzną z internetu wzrosła dużo bardziej niż ceny innych usług.
 
Najwięcej panowie do towarzystwa zarabiają, co nie powinno być zaskoczeniem, w Warszawie. Mediana za noc wyniosła 1,5 tys. zł, a za godzinę 200 zł. W Poznaniu i Katowicach mediana za noc wyniosła 1 tys. zł, a za godzinę 150 zł. Również 150 zł muszą za godzinę zapłacić panie w Krakowie, ale mediana za cała noc jest niższa i wynosi 850 zł.
 
Eksperci portalu doszli do wniosku, że cechy, takie jak wzrost i waga, nie mają dużego wpływu na cenę usługi. Większość ogłoszeń zawiera zdjęcie i bardziej atrakcyjni panowie mogą żądać wyższych stawek.
 
Autorzy badania doszli do kilku ciekawych wniosków. Odwrotnie niż w przypadku kobiet, nie można znaleźć prostej zależności pomiędzy wiekiem a wysokością wynagrodzenia w tej grupie. Może to wynikać z większego nacisku na doświadczenie w przypadku mężczyzn. Z drugiej jednak strony cechy młodego wyglądu są równie pożądane.
 
Po drugie, znów odmiennie niż w przypadku pań wykonujących ten zawód, znajomość języków obcych nie ma większe wpływu na zarobki.

Szukaj

Newsletter

Zapisując się na newsletter, zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych, akceptując warunki Polityki prywatności.
BIGtheme.net http://bigtheme.net/ecommerce/opencart OpenCart Templates